widziałem żonę z innym
Para () ·. 5 lat temu. Ja też uwielbiam jak kochanek spuszcza sie mojej ukochanej na buzie. Mam takie poczucie że inny spuszczając się na twarz żonie przejmuje całkowitą nad nią kontrole, a mnie to mocno upokaża. Natomiast żona godząc sie na to oddaje się do końca. Osobiście widziałem dwa razy jak kończą na jej buzi.
Tymon & the Transistors playing song Widziałem cię z innym chłopcem is their #6 most played live song, this song was played in 9 out of 19 shows with a probability of 47.37% to listen to it live, since its debut on May 30, 2009, played last at Nov 21, 2018
Dla kobiety zawsze rodzina powinna stać ponad wszystkim innym, a dzieci w szczególności i powinna rezygnować dla nich ze wszystkiego. Tylko że kurczę, to model, który się wali przy najmniejszych problemach (osobistych, zdrowotnych, finansowych), bo całe bezpieczeństwo oparte jest o jedną osobę.
Traduções em contexto de "widziałem moja żonę" en polonês-inglês da Reverso Context : I widziałem moja żonę.
Mężczyzna () ·. 11 lat temu. Zawsze mnie podniecała myśl, że ktoś widzi moją żonę bez zbędnego ubranka, ale jak robiłem to pierwszy raz to nawet sobie nie wyobrażałem, że aż tak bardzo będzie mnie to kręcić. Takie zdjęcia z twarzą pokazywałem zawsze osobiście, widziało ją już kilku facetów, ale też koleżanka, która
nonton film lust caution movie sub indo. 1 tys. ppt Ten temat ma: Wyświetleń32 tys. Odpowiedzi870 Ocen na +7 1 tys. ppt ? Reklama Reklama Reklama « Wróć do tematów Użytkownicy poszukiwali oddam one do seksu forum lubie patrze na sex pijanej ony dam zone na sex posuwal ja kreci mnie aby wyruchali mi zone forum ona lubi modych oddam zone na weekend na sex zona lubi sie oddac koledze Brali mnie jak chcieli wyruchali mi one wyruchaj moj one zona zgodzi sie na trojkat ale bez gumki zona bzka merza didem filmy ona ruchana przy mu forum sex ony przy mu forum Do góry strony: Czy jest tu ktoś kto patrzył jak inny bzyka jego żonę
fot. Adobe Stock, SB Arts Media Bez zastanowienia zgodziłem się na podwójną randkę, zaintrygowany, z kim spędzę wieczór. Lelek obiecał, że nie pożałuję. „Jaka będzie? Blondynka czy brunetka? A może ruda? Czułem, że chętnie przygarnę każdą, bez zbędnego wybrzydzania, nawet jeśli nie będzie podobna do Kate Moss, idolki moich chłopięcych snów. Lelek też kochał się w modelce, bo wszystko wówczas robiliśmy razem. To znaczy, bez przesady, jasne, że nie wszystko, ale prawie. Kumplowałem się z Lelkiem już od dawna, od podstawówki. Inne przyjaźnie gdzieś wyparowały, a nam wciąż było po drodze. Wiedziałem, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji, nigdy mnie nie zawiódł. Męska przyjaźń jest jak nieoszlifowany diament, nie powala urodą, ale jest twarda jak diabli. I zobowiązuje. Dlatego poszedłem mu na rękę, kiedy jego nowa dziewczyna uparła się, że przyprowadzi koleżankę, która chętnie mnie pozna, bo wiele o mnie słyszała. Fajnie, mogłem to zrobić dla Lelka, żeby panna mu nie marudziła, a przy okazji poszerzyć męsko-damskie horyzonty. Lelkowi bardzo zależało na zrobieniu dobrego wrażenia. Dostałem namiar na elegancką knajpę, gdzie kumpel zarezerwował stolik, i przykaz, żeby nie dać ciała. Zrozumiałem przesłanie i odstawiłem się, jak na spotkanie rady nadzorczej. Mus to mus, sprawdziłem, czy mam portfel i pojechałem na randkę. W jednej chwili zakochałem się i straciłem tę miłość Lelka i dziewczyn jeszcze nie było. Usiadłem więc i sączyłem wodę. Uznałem, że tylko taki neutralny napój będzie na miejscu, na przeczekanie. Spóźniali się. Głupio się czułem sam przy czteroosobowym stoliku, odetchnąłem, kiedy w końcu zobaczyłem Lelka miotającego się koło szatni między dwiema dziewczynami. Zanim rozstrzygnąłem, czy powinienem wstać i mu pomóc, zamieszanie się skończyło i dziewczyny podeszły do stolika. Podniosłem się oszołomiony. – To jest Dziuba, eee... znaczy Leszek, mój przyjaciel – Lelek przedstawił mnie elegancko. Zapomniałem języka w gębie. „Rany, Lelek, ozłocę cię” – myślałem w kółko. Przede mną stała dziewczyna z moich snów, trochę podobna do Kate Moss. Co ja mówię, sto razy ładniejsza! Spotkałem w knajpie miłość życia, a wszystko dzięki przyjacielowi! Miała na imię Majka, a imienia tej drugiej już nie usłyszałem. – Siadajmy – dotarło do mnie z opóźnieniem. Lelek zagarnął Maję, zostawiając mi jej koleżankę. Patrzyła na mnie wyczekująco, więc przemogłem chwilowy bezwład mięśni i podsunąłem jej krzesło. Czy można zakochać się w jednej chwili, a w następnej cierpieć męki odrzucenia? Jak najbardziej, sprawdziłem na sobie. Z oporami przyjąłem do wiadomości, że kobieta mojego życia jest już zajęta, a ja nie mogę zabić rywala, bo to mój przyjaciel. Starałem się, żeby niczego nie zauważyli, ale i tak kilka razy złapałem uważne spojrzenie Lelka. Jego nie udało mi się oszukać, widział, jak się we mnie gotuje, tylko nie rozumiał dlaczego. Wytrzymałem do końca, nawet odwiozłem koleżankę do domu. Do dziś nie wiem, jak się miała na imię. Nigdy więcej jej nie widziałem. Myślałem o Majce, tylko o niej. Nie mogłem pozbyć się obrazu tej dziewczyny. O Lelku wolałem nie myśleć. „Czy jest teraz z nią? Co robią? Stop! Trzeba mieć godność, nie kombinować”. Zwinąć najlepszemu kumplowi dziewczynę to straszny przypał, nie zamierzałem tak nisko upaść. – I jak randka? Będzie coś z tego? – zagaił następnego dnia Lelek. Wiedziałem, że nie zamierza drążyć tematu, to nie był nasz styl, więc tylko uśmiechnąłem się znacząco. – Dobra, nie chcesz, to nie mów. – A ty i Maja? – wyrzuciłem z siebie znienacka. Nie chciałem pytać, samo wyszło. – Człowieku! Ale mnie wzięło!– Lelek przeczesał nerwowo grzywę przyciętą na Johnny’ego Bravo. – To jest coś poważnego, nie chcę tego schrzanić. – To uważaj – poradziłem, ale zabrzmiało jak groźba. Nie poznawałem siebie. Chciałem być aniołem stróżem ich związku? Byłoby mi na rękę, gdyby zerwali, mógłbym spróbować, czy mam u Majki szansę. Coś mi mówiło, że gdybym się postarał... Nie mogłem tego zrobić, nie w sytuacji kiedy kumplowi na niej zależało. Przyglądałem się bezsilnie, jak Lelek zachwyca się dziewczyną, dla której i ja zupełnie straciłem głowę. Patowa sytuacja. Starałem się, jak mogłem być ich przyjacielem. Ale jak długo można żyć w kłamstwie? Za to u nich sprawy nabrały tempa. Na palcu Majki pojawił się skromny pierścionek, a w kalendarzu data ślubu, zakreślona na czerwono. Oczywiście miałem być świadkiem, czy też głównym drużbą, jak kto woli. Przypadł mi też zaszczyt organizacji wieczoru kawalerskiego. – Leszku, mam do ciebie zaufanie, mam nadzieję, że nie wywiniecie mi z Jaśkiem do spółki nieprzyjemnego numeru – Majka trzymała mnie za sweter i żartobliwie tarmosiła. Jak dla mnie, mogłaby nie przestawać. – Możesz na mnie polegać, nie narażę Jana na pokusy – obiecałem. Nigdy nie mogłem przywyknąć do nobliwego miana Lelka, ale Maja nie używała ksywki z dzieciństwa, uważając ją za śmieszną. Przez myśl przeleciało mi kilka możliwości skompromitowania Jaśka – Lelka, ale szybko je odrzuciłem. Godność i honor przede wszystkim, kurka! I tak straciłem jedyną szansę odebrania Majki przyjacielowi. Nie powiem, przez moment kusiło, ale jak bym się potem czuł? Do bani. Pilnowałem Lelka jak niańka, trzeźwy jak trochę starsze niemowlę, uniemożliwiłem mu eskapadę do podejrzanego hotelu na obrzeżach miasta, zabrałem i schowałem kluczyki do samochodu, którym ten palantino przyjechał! Czuwałem nad głąbem, jak obiecałem Majce, dzięki temu ślub mógł odbyć się bez zgrzytów, w przewidzianym terminie. Odsłużyłem swoje do samego końca. Wygłosiłem zabawne przemówienie, obtańcowałem całą żeńską część wesela, pomogłem wyprowadzić zmęczonego atrakcjami wujka, o drugiej w nocy dostarczyłem pannie młodej nowe pończochy, w miejsce podartych. Wszystko dla państwa młodych. Nie, przepraszam, wróć. Wszystko dla Majki. Kiedy w końcu odjechali, machałem w tłumie weselników jak szalony, żegnając młodą parę. A potem wziąłem butelkę, zaszyłem się z boku i zacząłem popijać, żeby zagłuszyć ból. – Nie masz to jak wódka na złamane serce. Przynajmniej na chwilę zapomnisz – nie pamiętam, kto to do mnie powiedział. Może jakiś doświadczony przez los kelner? Personel sprzątał już po weselu, ale mnie miłosiernie zostawili w spokoju. Obudziłem się na górze, w hotelowym pokoju z kacem gigantem. Ktoś musiał o mnie zadbać, jakaś miłosierna dusza, która wiedziała, czym jest utracona miłość. Majka była dla mnie stracona na zawsze Co dzień powtarzałem to sobie, żeby się nie wygłupić, bo widywałem ich codziennie i było wiele okazji do nadmiernej szczerości. Ale pilnowałem się. Jak na złość Majka zapałała do mnie uczuciem przyjaźni. Twierdziła, że rozumiem ją lepiej niż ktokolwiek inny, nawet Lelek, czy tam Jasiek, jak zwał tak zwał. Nieświadomie igrała z ogniem, nie mając pojęcia, jakie uczucia we mnie wzbudza. Robiłem wszystko, żeby mnie nie przejrzała, a potem miałem niezły mętlik w głowie. Wiedziałem, że długo tego nie wytrzymam, powinienem się usunąć, ale nie miałem tyle silnej woli. Przestać widywać Maję? Nie mogłem się na to zdobyć. Długo walczyłem ze sobą. Już prawie dojrzałem do decyzji, że ograniczę niebezpieczne kontakty, kiedy Lelek pokrzyżował mi plany. – Dziuba, muszę cię prosić o przysługę – powiedział poważnie. – Wyjeżdżam na trzy miesiące do Wrocławia, oddelegowali mnie do tamtejszego oddziału. Podobno na krótko, ale diabli wiedzą. Na razie Maja zostaje, więc mam prośbę, zaopiekuj się nią. Nie mogłem tego zrobić, po prostu nie. Są jakieś granice poświęcenia. Chciałem powiedzieć to Lelkowi, ale usłyszałem, jak mówi: – Maja jest w ciąży, uważaj na nią. Mam do ciebie zaufanie, jak do siebie samego. Szlag by to trafił! No cóż, godność i honor, tak to chyba leciało. Zaopiekowałem się żoną przyjaciela. Byłoby mi łatwiej, gdyby tak się do mnie nie przywiązała. Momentami nie wiedziałem, co o tym myśleć, nigdy nie byłem w takiej bliskiej relacji z drugim człowiekiem. Wszystko z wyjątkiem intymności, tak właśnie Majka wyobrażała sobie przyjaźń. Może kobiety tak mają? Nie mogłem powiedzieć, żeby częste spotkania z Mają dobrze wpływały na moją udręczoną duszę. Byłem skołowany, ale zachowywałem się jak uzależniony, za nic bym nie oddał tych chwil. Do mnie pierwszego zadzwoniła, gdy pogotowie zawiozło ją do szpitala. Do Lelka też, ale o mnie pierwszym pomyślała. Nigdy mu tego nie zdradziłem, miał dość zmartwień. Znalazłem się w epicentrum wydarzeń, bo od razu pojechałem na oddział i połączyłem się telefonicznie z kumplem. Byliśmy we trójkę, Maja, on i ja, kiedy stracili szansę na dziecko. – Nie tym razem – powiedział lekarz. – Trzeba odczekać i znowu próbować, jest szansa. – Słyszysz, jeszcze wszystko będzie dobrze – nieumiejętnie pocieszaliśmy załamaną dziewczynę. Dwa słonie w składzie porcelany, oto, czym byliśmy. Ja pierwszy się zamknąłem. Miesiące spędzone z Mają wytworzyły we mnie pewną wrażliwość, o jaką wcześniej się nie podejrzewałem, zacząłem ją lepiej rozumieć. – Tylko ty umiesz ją pocieszyć, odżywa jak do nas przychodzisz – Lelek wrócił już z delegacji, trafiając na czas żałoby po utraconym macierzyństwie. Nie umiał się w tym odnaleźć. Zaczął coś podejrzewać. – Gdybym cię nie znał, Dziuba, pomyślałbym, że chcesz mi wyrwać żonę. Ale mam pewność, że nie, znam cię. Jednego tylko nie wiem... – Lelek zawiesił głos. – Kochasz się w niej? Powinienem skłamać, ale nie mogłem. Zamiast tego wbiłem wzrok w podłogę. – Dobra, cofam pytanie – Lelek zachował się jak prawdziwy przyjaciel. Nie wiem, czy będąc na jego miejscu okazałbym tyle zaufania. On nie miał z tym problemu. Podziwiałem go za to, tak postępują prawdziwi mężczyźni. Jedyne wyjście to raz na zawsze zniknąć z ich życia! Skoro sytuacja się wyjaśniła i wiedzieliśmy o sobie już wszystko, nie mogłem nadal kręcić się koło ich małżeństwa. Wycofałem się, tłumacząc Majce, że wyjeżdżam. Całkowicie zerwałem kontakty, nie miałem innego wyjścia. Tylko raz przypadkowo ją spotkałem, zdziwiła się, że jestem w mieście. Zasłoniłem się długą opowieścią o urlopie, który spędzam w domu po powrocie z delegacji. Majka zaciągnęła mnie na wino, przez co omal nie wyznałem jej miłości. Na szczęście i tym razem udało mi się powstrzymać. Raczej nie spodziewałem się odmiany, taki mój los. Uczucie do Majki trzymało się mnie jak rzep i nie zamierzało osłabnąć. Tak minęły trzy lata. Od znajomych dowiedziałem się, że małżeństwo Mai i Lelka przechodzi kryzys. – Odkąd Maja poroniła, nie mogą się dogadać – szeptano. – Nie mieszkają już razem, ona wynajęła kawalerkę. Jasiek szaleje z kolegami, jak za kawalerskich czasów. Powinienem się cieszyć z nieszczęścia kumpla i lecieć zająć jego miejsce? Jakoś niefajnie mi się o tym myślało. Ale odwrócić się od Mai też nie umiałem, czułem, że mnie potrzebuje. Powinienem do niej jechać. I co zrobiłem? Zadzwoniłem do Lelka, żeby umówić się na męskie piwo. Musiałem najpierw dowiedzieć się, czy zależy mu jeszcze na Majce. – Człowieku, ja jej nie rozumiem, jakby innym językiem mówiła. Za nic nie możemy się dogadać, ale nadal mi na niej zależy – zwierzał się Lelek. – Przyjaźniliście się, nie porozmawiałbyś z nią? Jako mój ambasador. Może ją przekonasz do powrotu, zaczęlibyśmy wszystko od nowa. No i masz, doigrałem się. Nie trzeba było być takim szlachetnym, teraz obarczony przez Lelka misją pojednawczą, miałem związane ręce. Są jednak jakieś granice, tym razem odmówiłem. Niech sami załatwiają własne sprawy, a mnie do tego nie mieszają. Za każdym razem, jak widziałem małą szansę dla siebie, dostawałem po łapach. Może to znak, że Maja jest dla mnie nieosiągalna? Tego postanowiłem się trzymać i nawet całkiem nieźle mi szło. Spotykałem się z fajnymi dziewczynami, i chociaż żadnej z nich nie udało mi się pokochać, dobrze się bawiłem. Jeden telefon od Mai zburzył to precyzyjnie odbudowane życie… Płakała w słuchawkę. Rozwodziła się z Lelkiem, i to wcale nie po przyjacielsku. Mąż uparł się przypisać jej winę. Na sali sądowej leciały wióry. – Przyjedź, błagam, potrzebuję cię – prosiła Maja. – Muszę pogadać z kimś życzliwym. „Jak nie teraz to kiedy?”, myślałem, strojąc się jak na wesele. Nadeszło moje pięć minut. Związek Majki i Lelka praktycznie nie istniał, miałem prawo zawalczyć o dziewczynę. Zadzwoniłem do drzwi. – Kto tam? – spytała wojowniczo Maja. – To ja, Leszek – odparłem cicho. Maja szybko odryglowała zasuwę i rzuciła mi się na szyję. – Całe szczęście, że to ty – chlipnęła. – Nie zniosłabym dziś żadnego innego faceta. Koniec z miłością, chodź, napijemy się wina. Mimo wszystko wciąż wierzę, że Majka kiedyś przejrzy na oczy. Czytaj także:„Nowy sąsiad truje całą wieś. Pali w piecu śmieciami i czuje się bezkarny, a my dusimy się od smrodu”„Przy mnie Maciek był złotym człowiekiem, a w domu katem bez litości. Bił i szantażował żonę, a ja ślepo go broniłem”„Po śmierci mamy ojciec sięgnął dna. Nie ugotuje, nie pozmywa, nawet sznurówki mu zawiąż”
W związku ważne jest, aby móc polegać na drugiej osobie i przede wszystkim mówić sobie wszystko szczerze bez żadnych tajemnic. Marcin niestety nie doświadczył czegoś takiego, a na pewno nie może powiedzieć, że jego ostatnie małżeństwo należało do szczęśliwych. Na początku oczywiście wszystko było dobrze. Przez kilka pierwszych lat także jego życie wyglądało jak z bajki, ale jedno przyjście do domu wcześniej z pracy spowodowało że 4 lata małżeństwa i 5 lat przed ślubem stały się nieważne… „Iza była spełnieniem moich marzeń i bardzo zabiegałem o nią przez kilka lat, gdy razem studiowaliśmy. Bardzo długo nie dała się namówić na randkę, ale w końcu to mi się udało i poszliśmy na kawę tuż po zajęciach” Tak długo gadaliśmy, że pani musiała nas wyprosić z knajpy. Wiem, że to może wydać się dziwne, że w ogóle ja jako facet się wam z tego zwierzam, ale chcę przestrzec innych, aby naprawdę uważali i sugerowali się też czasem głową, a nie tylko sercem… Takich kaw odbyliśmy sporo aż w końcu udało mi się zdobyć serce Izy. W skrócie mogę powiedzieć, że przez lata narzeczeństwa byliśmy bardzo szczęśliwi i przez pierwsze lata małżeństwa – to znaczy przynajmniej ja tak odbierałem nasz związek. Moja żona była kochana, czuła i robiła wszystko, aby nasze małżeństwo było szczęśliwe. Ja także się starałem i wiedziałem, że muszę o nią zabiegać każdego dnia „11 września 2017 roku zapamiętam na zawsze, bo wtedy właśnie wróciłem wcześniej z pracy i zobaczyłem moją żonę w sytuacji, która na zawsze zmieniła nasze małżeństwo i mnie” Wszedłem do mieszkania i słyszałam jakieś głosy, ale byłem pewien, że to radio, którego Iza nie wyłączyła, idąc do pracy. Okazało się jednak, że nie było to radio, a moja żona, która wydawała okrzyki w naszej sypialni. Podniosło mi się ciśnienie, bo byłem pewien, że zaraz zobaczę jakiegoś faceta. Otworzyłem z impetem drzwi, zobaczyłem moją żonę w wyuzdanej bieliźnie, która wypina się do kamerki w laptopie. Gdy mnie zobaczyła, szybko wyprostowała się i zaczęła tłumaczyć. Nawet nie zdążyłem tego przetrawić, a ona mówiła, że tak sobie dorabia i robi to od początku naszego związku i żebym się nie denerwował. Że co proszę? Mam się nie denerwować, że moja żona od samego początku, gdy jesteśmy razem okłamuje mnie i pokazuje swoje nagie ciało obcym facetem za pieniądze?! Na nic zdały się jej wytłumaczenia. Nie wiem, czy byłbym w stanie w ogóle przymknąć na to oko. Niczego nam nie brakowało, dobrze oboje zarabialiśmy, nasi rodzice byli zdrowi. Nie potrzebowaliśmy tych pieniędzy do niczego. Ona robiła to z czystej przyjemności i to teraz wiem na pewno… Złożyłem dokumenty rozwodowe. Nie chcę więcej znać tej kobiety i nie wiem czy jeszcze komukolwiek będę w stanie uwierzyć…. Niestety zalogowałem się na konto, gdzie moja żona prezentowała swoje wdzięki i widziałem wszystko. Obrzydliwe! *zdjęcia mają charakter poglądowy Napisz do nas, jeśli spotkała Cię historia, którą chcesz się podzielić: redakcja@
w wieloletnim związku, seks jest niewątpliwie ważny,ale aby był satysfakcjonujący muszą istnieć także inne j ważne sprawy....jak cele,praca,wspólne dążenia,kontakt,zrozumienie,zaufanie,szacunek,czułość,wspólna zabawa,dzielenie się wrażeniami z życia,. zainteresowania...inaczej związek stanie się martwy ,i seks też stanie się martwy..Kolejność jest właśnie taka,ze najpierw związek międzyludzki( pierwszy) umiera,a następnie kończy się satysfakcjonujący seks,a nie doznawanie,dzielenie się tym. wspólne dążenie jest podnieceniem,tak samo podnieceniem jest,ze ktoś(partner) nas słucha i popiera,podziwia,czy wspiera....podnieceniem jest,ze mu zależy ,i że się cieszy z naszego sukcesu,lub nas wspiera po porażce....relacje międzyludzkie oparte na uczuciach bliskości są właśnie podnieceniem,ale.....muszą być uczucia,a czym sa uczucia w związku?przeciez nie motylkami w brzuszku.....Uczucia ,to kiedy ktoś dla nas pierze sprząta,gotuje...ktoś czeka,martwi się o nas i denerwuje....komuś zależy, poświęca czas,ktoś na nas liczy ,i obdarza nas zaufaniem,ktoś z nami śpi,ktoś z nami do czegoś dąży i ma z nami plany..bo przecież mógłby to wszystko robić sam..ale nie robi,Robi to z nami ,a jest w końcu obcą osobą,bo przecież bliską osobą to tylko jest mamusia,ale partner,to nie jest przecież mamusia
widziałem żonę z innym